ETR
05 stycznia 2024 WYRÓŻNIENIE PIZZICATO DLA NOWEJ PŁYTY ORKIESTRY FILHARMONII POZNAŃSKIEJ

Na łamach prestiżowego luxemburskiego portalu muzycznego PIZZICATO, ukazała się recenzja najnowszego albumu płytowego Orkiestry Filharmonii Poznańskiej z nagraniem Symfonii e-moll op. 16 Grzegorza Fitelberga. Płyta ta, która jest światową premierą fonograficzną, wyróżniona została wysoką oceną: pięć nut!

Zachęcamy do lektury recenzji, której tłumaczenie zamieszczamy poniżej.

 

Wspaniałe pierwsze nagranie Fitelberga

Grzegorz Fitelberg (1879-1953), nie mylić z jego synem Jerzym Fitelbergiem, swoją długą karierę rozpoczął jako skrzypek i dyrygent. W 1939 roku uciekł [z Polski] do Paryża, a następnie do Buenos Aires, gdzie pracował jako dyrygent w Teatro Colón. Kolejne lata wojny spędził w USA.

Powrócił do Europy w 1946 roku i został dyrektorem Wielkiej Orkiestry Symfonicznej Polskiego Radia w Katowicach, gdzie – choć sam był tradycjonalistą – bardzo wspierał młodych kompozytorów. Witold Lutosławski powiedział o nim: „Dla młodej polskiej muzyki Fitelberg był prawdziwą instytucją propagandową, bez której twórcom trudno byłoby rozwijać swoje talenty i zdobywać niezbędne doświadczenie.”

Symfonia, której światowe premierowe nagranie właśnie się ukazało, to muzyka napisana z sercem i duszą. Dzieło charakteryzuje się wspaniałą orkiestracją, ale przede wszystkim rozkwitającą różnorodnością motywów i melodii. Już pierwsza część charakteryzuje się żywiołowym bogactwem i fenomenalną różnorodnością barw. Piękne Andante jest cudownie liryczne, podczas gdy Scherzo tryska energią i melodiami. Porywający Finał kończy symfonię niemal pompatycznym hymnem.

Łukasz Borowicz i poznańska orkiestra przepełnieni są potęgą tej muzyki i wykonują symfonię z wirtuozerią i najwyższym stopniem dopracowania. Interpretacja jest energiczna, dramatycznie przejrzysta i świetlista, z ciepło zabarwionymi łukami melodycznymi.

Emocjonalne podejście Borowicza wpływa na imponujące wykonanie, pokazując  jak potężny może być ten utwór, gdy jest grany z takim zaangażowaniem.

Remy Franck